W końcu jest. Zapo­wia­dany od kilku lat pierw­szy SUV wło­skiej marki wła­śnie ujrzał świa­tło dzienne i to od razu, podob­nie jak w przy pre­mie­rze Giu­lii, w naj­moc­niej­szej wer­sji. MIEJSCE NA TWOJĄ REKLAMĘ

Passo dello Ste­lvio, czyli słynna prze­łęcz we wło­skich Alpach ide­al­nie pasuje do cha­rak­teru SUVa Alfy. Podob­nie jak w przy­padku Giu­lii, z którą to dzieli sporo tech­niki, będzie to szybki wóz. Na począ­tek w wer­sji Quadri­fo­glio znane już 2,9l V6 biTurbo o mocy 510KM i 600Nm spa­ro­wane z 8-bie­go­wym auto­ma­tem. Póź­niej zapewne zoba­czymy mniej­sze jed­nostki rów­nież z Giu­lii, 2,0 i 2,2 od 150KM do 280KM. Każda z wer­sji w stan­dar­dzie ofe­ruje napęd Q4, przy czym 100% siły napę­do­wej w nor­mal­nych warun­kach tra­fia na oś tylną zaś w pod­bram­ko­wych sytu­acjach, dołą­czana jest oś przed­nia. Za zatrzy­ma­nie tego poci­sku odpo­wia­dają węglowo-cera­miczne tar­cze Brembo (wer. Quadri­fo­glio). A za sta­bil­ność na dro­dze wie­lo­wa­ha­czowe zawie­sze­nie o zmien­nej sile tłu­mie­nia Alfa­Link.

Włosi wie­dzą jak skroić dobry gar­ni­tur więc Ste­lvio może się podo­bać. Wygląda rów­nie sek­sow­nie co Mase­rati Levante. Nagle nie­mieccy kuzyni wypa­dają jakby blado, a jeśli Alfa chcą wyrwać kawa­łek tortu z rąk wiel­kiej trójki, musi to być dopra­co­wany model. Pre­miera praw­do­po­dob­nie druga połowa 2017.
JT.