Toyota w końcu poka­zała moc­nego Yarisa o dość dziw­nej nazwie. Co kryje się za skró­tem GRMN? Gazoo Racing Masters of Nür­bur­gring, gdzie Gazoo to spor­towy oddział Toyoty. No brzmi głu­pio, nie da się ukryć :D. MIEJSCE NA TWOJĄ REKLAMĘ

Wyba­czamy jed­nak kre­tyń­ską nazwę, gdyż Yaris otrzy­mał doła­do­wa­nie SPRĘŻARKĄ. Nie jakieś tam śmieszne małe turbo, lecz praw­dziwa sprę­żarka mecha­niczna. W połą­cze­niu z czte­ro­cy­lin­dro­wym 1,8 daje nam słod­kie 205KM i śmiemy zary­zy­ko­wać stwier­dze­nie, że z tego sil­nika da się wykrze­sać jesz­cze wię­cej. Moc tra­fia na przed­nie koła przez sze­ścio­bie­gowy manual i mecha­nizm róż­ni­cowy o ogra­ni­czo­nym pośli­zgu.

Toyota nie udo­stęp­niła jesz­cze dokład­niej­szych danych, ale spo­dzie­wamy się sprintu do setki w oko­li­cach 6 sek. Z zewnątrz uwagę przy­ku­wają 17” BBSy, TJUNINGOWY pakiet sty­li­styczny z dużym spoj­le­rem i nalep­kami. W środku spor­towe fotele i alu­mi­niowe nakładki na pedały.

Fie­sta ST może czuć się poważ­nie zagro­żona, zwłasz­cza gdy Ford zde­cy­do­wał się na trzy­cy­lin­drowy sil­nik 1,5L, jed­nakże notami za styl Toyota zostaje w tyle. Yaris wygląda nieco zbyt odpu­stowo. Chętni z zamó­wie­niami rów­nież muszą się jesz­cze wstrzy­mać. Pierw­sze egzem­pla­rze pla­no­wane są na począ­tek 2018 roku.